Reklama |
cała resztaCo się stało z moją klasąZadziwiająca rzecz. Z jednej strony można było się spodziewać, że serwis pozwalający na odnalezienie szkolnych czy akademickich koleżanek i kolegów będzie miał w Polsce wzięcie, skoro w innych krajach to się sprawdziło. Z drugiej jednak dynamika nasza-klasa.pl jest powalająca i w zakresie dużych liczb (dwa miliony użytkowników w takim czasie - ciekawe, kiedy jakiś portal to wszystko kupi...), i w sferze jak najbardziej prywatnej. Gdy pierwszy raz się tam logowałem, nie znalazłem prawie nikogo znajomego. Założyłem na wszelki wypadek dwie moje klasy, a dziś... Wystarczy spojrzeć:
Oby tak dalej! :-)
Selekcja negatywnaNa pewno nie będę w tych wyborach głosował na żadną z partii, które do tej pory "reformowały" służbę zdrowia w Polsce. Początek był sensowny, ale zaraz potem ta sama opcja (AWS/UW) przetrąciła kasom chorych kręgosłup, podporządkowując je samorządom. Kolejni kolesie (SLD) poszli dalej, masakrując system, który ledwie doszedł do siebie i tworząc centralnie sterowanego molocha zwanego NFZ. A PiS na razie zrobił tylko tyle, że wymienił sensownego prezesa NFZ na swojego (mordo ty moja?) człowieka, zaś chwali się głównie tym, jak to wpompował w chory system grube miliardy, które oczywiście rozeszły się bez widocznych efektów. Kto nie wierzy, niech spróbuje skorzystać z usług przeciętnego publicznego szpitala w Polsce. Nie będę też głosował na tych, którzy do tej pory tak pięknie mówili o wyzwaniach nowoczesności, inwestowaniu w rozwój itd., nie dając przy tym ani grosza więcej na polską naukę. Naukowcy okazali się frajerami, ponieważ nie strajkowali, nie wysypywali zboża ani nawet nie rzucali probówkami z kwasem masłowym w budynki rządowe. Dlatego klepią biedę, a Polska konsekwentnie nie nadrabia zaległości (z pustego i Salomon się nie wypróżni, jak wiadomo). I znów - powyższe odnosi się praktycznie do wszystkich "zmian na górze" od 1989 r. Dodatkowe punkty należą się tutaj jeszcze LPR-owi za jego nieskażone myśleniem podejście do teorii ewolucji. Na moje poparcie nie mogą też liczyć ci, którzy obiecywali obniżkę podatków, ale jakoś jej nie wprowadzili, wykazując się przy tym kompletnym niezrozumieniem idei podatku liniowego. Ani ci (ci sami zresztą), którzy zapowiadali "tanie państwo", a w praktyce zajęli się mnożeniem ministerstw, służb i innych ciepłych posadek dla swoich (mordy wy moje?) ludzi i chwilowych koalicjantów. Nie dopuszczając przy tym do świadomości, że prawdziwy podatek liniowy oznaczałby drastyczne zmniejszenie liczby urzędników skarbowych. Mowa tu oczywiście o całej do niedawna istniejącej koalicji rządowej. Nie oddam też głosu na tych, którzy uważają, że w walce z patologiami - szczególnie ze sztandarową ostatnio korupcją - najważniejsze jest straszenie, zastawianie pułapek, inwigilowanie i karanie. Bo owi ograniczeni umysłowo ludzie nie pamiętają mądrości narodów pt. "okazja czyni złodzieja", z której wynika, że korupcji będzie mniej, jeśli urynkowi się służbę zdrowia, ograniczy liczbę ulg podatkowych i innych uznaniowych decyzji urzędniczych, zlikwiduje niepotrzebne koncesje itp. Krótko mówiąc - za wszystko powyższe PiSowi zdecydowanie już dziękujemy. Moralnie brzydzi mnie też alians byłych działaczy Solidarności z pogrobowcami PRL (jak by nie byli odmalowani). Spadające notowania zmuszają do czynów rozpaczliwych, ale trzeba mieć też trochę przyzwoitości, panowie LiDowcy. Podobnie żenujące jest "małżeństwo z rozsądku" zawarte przez LPR z UPR. Pierwsza z tych partii nie potrafi wymówić bez obrzydzenia słowa "liberalizm", które wszak jest głównym określeniem przychodzącym na myśl w związku z partią drugą. Czego się nie robi dla paru mandatów... Nie mam więc za wielkiego wyboru. I choć nie wierzę, że PO zdobędzie większość czy utworzy zdolną do rządzenia koalicję, to przecież pójdę głosować. Głównie dla zasady, ale lepsze to niż nic.
Polowanie na GejoTubisieJałowością i bezsensem różnych poczynań miłościwie nam rządzących jestem zniesmaczony od dawna, ale wczorajszo-dzisiejsza "afera Teletubisiowa" to wyjątkowe zjawisko nawet w IV RP. Oto jakiś nadgorliwy tropiciel homoseksualizmu odgrzebuje pseudosensację sprzed OŚMIU lat: Teletubisie to gejowska kryptoreklama, gdyż Tinky Winky nosi czerwoną, damską torebkę. Nikomu jakoś nie przyszło do głowy, że z damskimi torebkami paradują raczej transwestyci, ewentualnie inni metroseksualni. Nikt nie zadał sobie trudu przeanalizowania różnych teletubisiowych mediów, bo wówczas znalazłyby się i inne dowody - chociażby przebieranie się Tinky Winky w baletową spódniczkę. Wszak chodzi tylko o robienie szumu, więc po co brać się do tego metodycznie? Ano choćby po to, by zrozumieć, że Teletubisie to produkcja z założenia wielokulturowa i ucząca tolerancji. Każdy Tubiś reprezentuje inną grupę etniczą (spośród tych najczęściej spotykanych w Wielkiej Brytanii), w każdym odcinku pojawiają się filmy z różnych krajów, przedstawiające zabawy i obyczaje. Teletubisie co chwila podkreślają, że bardzo się kochają. Kochają także Tinky Winky mimo jego ewidentnych zaburzeń tożsamości płciowej. Ostatecznie takie dzieci co jakiś czas się rodzą i dlaczego miałyby być piętnowane? To jednak oczywiście nie dociera do PiS i spółki, która zamiast zająć się porządnie pracą (podatki, służba zdrowia, finansowanie nauki), woli robić żałosny medialny show. Teletubisie są o trzy klasy wyżej.
Więcej nasZ przyjemnością anonsuję przedstawiciela nadal rzadkiego w Polsce gatunku blogów naukowych - Sci-Tek. Na pewno będę podczytywał, a tymczasem dodaję do odnośników :-) Ze znanych mi wcześniej serwisów wypada niniejszym wymienić także: ... i chyba tyle? Ale jeśli są jakieś jeszcze, proszę o maila.
Terroryści? Jacy terroryści?Gazeta codzienna "Fakt" wydrukowała niedawno zdjęcia strajkujących lekarzy, nazywając ich terrorystami. Środowisko medyczne odebrało to jako kolejny policzek, choć tak naprawdę powinno być bardziej świadome kontekstu swych działań. Otóż niewątpliwie jest formą terroryzmu próba wysadzenie w powietrze finansów państwa poprzez coraz bardziej absurdalne żądania płacowe. Tak nierynkowe postulaty zgłasza wszak m.in. ten sam związek zawodowy, który opracował bardzo wolnorynkowy projekt reformy służby zdrowia (vide "Bon na zdrowie"), w którym nie ma mowy o odgórnie ustalanych podwyżkach czy płacach minimalnych. Część protestujących musi wiedzieć, że głoszone hasła to tylko zasłona dymna. Chodzi o upadek obecnego, wadliwego systemu i możliwość zbudowania nowego. Cały problem polega na tym, czy w takiej partyzanckiej walce wszystkie środki są usprawiedliwione. Włączając do strajku szpitale pediatryczne lekarze przekraczają cienką granicę społecznej tolerancji, co może się na nich zemścić w najmniej oczekiwany sposób. No bo kto potem uwierzy, że tak radykalny protest był tylko na niby, że nikt tak naprawdę nie chciał urzędowej gwarancji zarabiania 5 tys. zł, a jedynie wolnego rynku, gdzie część zarobi tyle albo i więcej, a reszta pójdzie na zieloną trawkę? Taka wizja może się nie spodobać wielu lekarzom i być może za kilka miesięcy okaże się, że strajkują oni nie tylko przeciwko rządowi i NFZ, ale też własnym kolegom. A w tym wszystkim, jak zwykle, najbardziej ucierpią pacjenci.
Technofobia po kanadyjskuLudzie wykształceni wcale nie są wolni od zabobonnych lęków. Jak donosi IT Business, władze pewnej kanadyjskiej uczelni zabroniły na swym kampusie tworzenia bezprzewodowej sieci Wi-Fi, która mogłaby dać dostęp do Internetu studentom wyposażonym w nowoczesne komputery. Powód - domniemana szkodliwość, a w szczególności rakotwórczość wszelkich pól elektromagnetycznych. Rozumiem, że na tej samej zasadzie zakazano również korzystania z telefonów, komputerów i wszystkich urządzeń elektrycznych, więc studenci ślą do domu listy przez posłańców, a piszą je przy świetle świec. Ale i pisanie powinno zostać zakazane (wraz z czytaniem), ponieważ wywołuje problemy ze wzrokiem - zwłaszcza, jeśli oświetlenie jest kiepskie. Piękna wizja, prawda? Jak już chronić zdrowie żaków, to bez zgniłych kompromisów. Niech wszystkiego uczą się ze słuchu i na pamięć. To podobno zmniejsza ryzyko choroby Alzheimera. :-S
W sumie budujące ;-)Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie "Rzeczpospolitej", na liście najbardziej poważanych w Polsce zawodów dziennikarz zajmuje miejsce trzecie (59 proc.), lekarz drugie (72 proc.), a profesor - pierwsze (82 proc.). Ciekawe, jaki wynik osiągnąłby dziennikarz naukowy, z wykształcenia lekarz, który regularnie rozmawia z profesorami? :o)
|