Reklama |
Terroryści? Jacy terroryści?Gazeta codzienna "Fakt" wydrukowała niedawno zdjęcia strajkujących lekarzy, nazywając ich terrorystami. Środowisko medyczne odebrało to jako kolejny policzek, choć tak naprawdę powinno być bardziej świadome kontekstu swych działań. Otóż niewątpliwie jest formą terroryzmu próba wysadzenie w powietrze finansów państwa poprzez coraz bardziej absurdalne żądania płacowe. Tak nierynkowe postulaty zgłasza wszak m.in. ten sam związek zawodowy, który opracował bardzo wolnorynkowy projekt reformy służby zdrowia (vide "Bon na zdrowie"), w którym nie ma mowy o odgórnie ustalanych podwyżkach czy płacach minimalnych. Część protestujących musi wiedzieć, że głoszone hasła to tylko zasłona dymna. Chodzi o upadek obecnego, wadliwego systemu i możliwość zbudowania nowego. Cały problem polega na tym, czy w takiej partyzanckiej walce wszystkie środki są usprawiedliwione. Włączając do strajku szpitale pediatryczne lekarze przekraczają cienką granicę społecznej tolerancji, co może się na nich zemścić w najmniej oczekiwany sposób. No bo kto potem uwierzy, że tak radykalny protest był tylko na niby, że nikt tak naprawdę nie chciał urzędowej gwarancji zarabiania 5 tys. zł, a jedynie wolnego rynku, gdzie część zarobi tyle albo i więcej, a reszta pójdzie na zieloną trawkę? Taka wizja może się nie spodobać wielu lekarzom i być może za kilka miesięcy okaże się, że strajkują oni nie tylko przeciwko rządowi i NFZ, ale też własnym kolegom. A w tym wszystkim, jak zwykle, najbardziej ucierpią pacjenci.
|