Homo rybożerca

Nasi praprzodkowie nie byli myśliwymi, ale sami często padali ofiarą drapieżników

„Wegetarianin to dawne indyjskie słowo oznaczające kiepskiego myśliwego” - twierdzi Andy Rooney, komentator amerykańskiej telewizji CBS News. Jednak z najnowszych badań antropologicznych wynika, że tak właśnie należałoby nazwać przodków Homo sapiens. Upada mit agresywnego człowieka-łowcy, zajmującego najwyższą pozycję w łańcuchu pokarmowym i doskonalącego sztukę działania zespołowego podczas polowań. Przed dwoma milionami lat, kiedy rozpoczęła się szybka ewolucja hominidów, to one były zwierzyną, na którą polowały tygrysy szablozębe, niedźwiedzie, olbrzymie hieny, a nawet orły. „Ludzka inteligencja i więzy społeczne powstały jako forma obrony przed drapieżnikami. Jesteśmy w tym bardzo podobni do innych ssaków naczelnych” - twierdzi prof. Robert Sussman z Washington University w swej książce „Man the Hunted” (człowiek łowny).

Nasi najbliższi biologiczni krewni łączą się w stada, by łatwiej wykrywać zbliżające się drapieżniki i odciągać ich uwagę od młodych osobników. Stadne życie daje im też komfort psychiczny - z badań wynika, że małpy dobrze się czują po prostu przebywając obok siebie, na przykład wspólnie wylegując się na słońcu. Agresja jest u nich niemal niespotykana - w warunkach naturalnych pojawia się aż 20-krotnie rzadziej niż przyjazne gesty, nawet u pawianów, uważanych za bardzo agresywne. Niektóre naczelne, takie jak niewielkie marmozety czy tamaryny, prowadzą życie rodzinne podobne do ludzkiego: są monogaimczne, a samce opiekują się potomstwem równie troskliwie, jak samice.

Walka o padlinę
Pierolapiteki - pierwsze hominidy, które oddzieliły się od małp człekokształtnych 13 mln lat temu, były owocożerne. Żyjące 8 mln lat pózniej australopiteki miały niewielkie rozmiary ciała - najwyżej półtora metra wzrostu i 45 kg wagi - co dowodzi, że nie były w stanie zaatakować większego od siebie zwierzęcia. Na dodatek ich niewielkie zęby przystosowane były do gryzienia miękkich pokarmów. „ Australopiteki nie dałyby sobie rady z mięsem, a skoro go nie jadły, to po co miałyby polować?” - pyta prof. Sussman. Takie możliwości pojawiły się na dużą skalę dopiero 800 tys. lat temu, kiedy nasi praprzodkowie nauczyli się używać ognia do pieczenia - a początkowo tylko przypalania - swego pożywienia. Jest to ważne nie tylko w przypadku mięsa, ale i warzyw: surowy ziemniak jest aż o 82 proc. trudniejszy do pogryzienia niż ugotowany.

Większe ilości mięsa spożywał człowiek wyprostowany (Homo erectus) żyjący w Afryce przed 1,8 mln lat, ale bardzo rzadko był to wynik aktywnego polowania. Naukowcy z University of Utah odkryli na kościach stanowiących resztki posiłków ślady świadczące o tym, że nasi praprzodkowie byli padlinożercami. Raz na kilka dni udawało im się odnaleźć niedawno zabite zwierzę i odpędzić od niego konkurencję. „Wbrew utartym poglądom mężczyźni, którzy wyruszali na wyprawy po mięso, wcale nie przynosili go swym rodzinom, ale zjadali je na miejscu. Podobnie postępują dziś plemiona zbieracko-łowieckie, takie jak Hadza z Tanzanii” - mówi kierujący badaniami prof. James O’Connell. Znaleziska z terenów południowej Francji dowodzą, że także neandertalczycy konkurowali o padlinę z hienami zaledwie 41 tys. lat temu.

Dieta dla mózgu
Uczeni uważają, że szybka ewolucja hominidów była efektem zmian w menu. Praludzie przeszli na prymitywną wersję diety Atkinsa - obfitującą w białka i tłuszcze, ze stosunkowo niewielką ilością węglowodanów (pochodzących głównie ze świeżych warzyw i owoców). Taka kompozycja składników odżywczych była niezbędna do zaspokajania potrzeb komórek nerwowych w szybko rosnącym mózgu. Jednak zdaniem prof. Stephena Cunnane z kanadyjskiego University of Sherbrooke podstawą diety żyjącego 2 mln lat temu człowieka zręcznego (Homo habilis) nie było mięso ssaków, lecz szeroko pojęte owoce morza: ryby, małże, skorupiaki, żaby, a także jaja ptaków gnieżdżących się na wybrzeżach. Stanowiły one bogate źródło składników takich jak nienasycone kwasy tłuszczowe, niezbędne do prawidłowego rozwoju i pracy mózgu.

„Siłą napędową ludzkiej ewolucji nie byli polujący mężczyźni, ale kobiety zbierające pokarm na brzegach mórz, jezior i rzek, gdzie był on dostępny praktycznie przez cały rok” - uważa prof. Cunnane. Przyszłe matki jadły dużo owoców morza, dzięki czemu ich dzieci rodziły się wyposażone w zapasy tłuszczu stanowiące aż 14 proc. ich wagi. Sporą jego część stanowiły nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, w tym kwas dokozaheksaenowy (DHA), niezbędny do prawidłowego funkcjonowania neuronów. Badania wykazały, że osoby z niedoborem tej substancji cierpią na zaburzenia psychiczne takie jak depresja, skłonności do agresji czy nadmierna pobudliwość. Owoce morza są też bogatym źródłem jodu, niezbędnego do wytwarzania hormonów tarczycy - niedobór tego pierwiastka u dzieci może doprowadzić do opóźnienia rozwoju umysłowego.

Takie preferencje dietetyczne doskonale pasują też do historii Homo sapiens. Nasz gatunek powstał w środkowej Afryce, obfitującej wówczas w jeziora i podmokłe tereny. Gdy 65 tys. lat temu niewielka grupa osadników wyruszyła stamtąd na podbój Azji i Europy, przemieszczała się niemal wyłącznie wzdłuż wybrzeży morskich. Pierwsze cywilizacje rozwijały się w dolinach wielkich rzek, takich jak Eufrat i Tygrys czy Nil. Także podczas zasiedlenia kontynentu amerykańskiego 14 tys. lat temu syberyjscy osadnicy podróżowali wybrzeżem Oceanu Spokojnego, a osiedlali się w pobliżu lasów wodorostów rosnących na mieliznach, gdzie z łatwością mogli łowić ryby, kraby i ptaki morskie.

Hodowla cywilizacji
Ludzie prawdopodobnie nigdy nie byli zbyt dobrymi myśliwymi. Świadczy o tym szybkie rozpowszechnienie się rolnictwa, które powstało 10 tys. lat temu w Azji i szybko dotarło do Europy, gdzie w ciągu zaledwie 3 tys. lat całkowicie zastąpiło model zbieracko-łowiecki. Dopiero wtedy, gdy ludzie zyskali niezależność od naturalnych zasobów pożywienia, byli w stanie opracować nowe technologie służące m.in. do obrony przed dzikimi zwierzętami i polowania na nie. Robert Wright z University of Pennsylvania twierdzi wręcz, że rolnictwo odegrało w naszych dziejach równie istotną rolę jak wynalezienie pisma - skłoniło ludzi do osiedlania się w jednym miejscu, gromadzenia dóbr i wiedzy oraz przekazywania ich z pokolenia na pokolenie.

Hodowla zwierząt i roślin miała jednak katastrofalne skutki dla naszego zdrowia, ponieważ doprowadziła do radykalnych zmian w diecie. Obfitujące w nienasycone kwasy tłuszczowe ryby i dziczyznę zaczęło zastępować czerwone mięso, tłuste mleko i produkty zbożowe. „Przed przybyciem Hiszpanów nie było w Meksyku żadnych zwierząt hodowlanych (...). Nie znano też tłuszczu ani oliwy” - pisze Susana Osorio-Mrożek w książce „Meksyk od kuchni”. Aztekowie żywili się głównie kukurydzą, fasolą i innymi warzywami oraz owocami, dlatego nie znali typowych chorób cywilizacyjnych takich jak otyłość czy cukrzyca, które dziś są zmorą Meksykanów. Dietetycy zalecają więc, abyśmy jak najczęściej próbowali jeść tak, jak nasi przodkowie-zbieracze: nie wołowinę czy wieprzowinę, ale przede wszystkim ryby i warzywa.

Jan Stradowski

--RAMKA
Infekcja ewolucji
W jaki sposób Homo sapiens uzyskał ewolucyjną przewagę nad innymi ssakami naczelnymi, takimi jak goryle czy szympansy, skoro rozwijał się w tym samym środowisku co one? Próby odpowiedzi na to pytanie doprowadziły do powstania teorii inteligentnego projektu, która kwestionuje ewolucjonizm i głosi, że człowiek został ukształtowany zgodnie z odgórnym planem. Jednak odkrycia genetyków z University of Washington dowodzą, że główną rolę odegrała tu epidemia sprzed 3-4 mln lat. Małpy człekokształtne zaatakował wówczas retrowirus - mikrob podobny do HIV, który nie tylko zdziesiątkował zwierzęta, ale również wprowadził liczne błędy do ich DNA przekazywane z pokolenia na pokolenie. W ten sposób ich ewolucja została mocno wyhamowana. Tymczasem nasi przodkowie byli odporni na wirusa i mogli rozwijać się bez przeszkód. Dlatego nowe, korzystne mutacje w kluczowych genach związanych z analizą bodźców wzrokowych, słuchem, rośnięciem kości, owłosieniem i trawieniem pokarmów pojawiały się u nich znacznie szybciej niż u małp.