Fałszywe bąbelki?

Wygląda na to, że kolejne głośne doniesienie naukowe ostatnich lat może okazać się fałszerstwem. Chodzi o fuzję bąbelkową, czyli reakcję termojądrową na małą skalę, teoretycznie możliwą do przeprowadzenia bez kosztownych reaktorów itp. (vide "Jądra energii"). Jak donosi "Nature", sprawa robi się coraz bardziej nieprzyjemna - naukowiec, który miał dokonać odkrycia, próbował tłumić krytykę, a zatrudniająca go uczelnia zaczęła oficjalne dochodzenie. W tej sytuacji można jedynie pocieszać się, że okryty niesławą prof. Woo Suk Hwang z Korei Południowej sfałszował co prawda wyniki badań nad komórkami macierzystymi (vide "Komórkowy blef"), ale sklonowanie psa Snuppy'ego naprawdę mu się udało (vide "Azja klonuje").

W ostatnich miesiącach nie brakowało artykułów głoszących kryzys badań naukowych i społecznego zaufania do ich wyników - tak jakby oszustwa i pomyłki były w nauce czymś nowym. Uczeni są tylko ludźmi i zdarza im się stosować zagrania nieetyczne dla sławy, pieniędzy czy z czystej głupoty. Na szczęście we współczesną naukę wbudowane są mechanizmy zabezpieczające, które pozwalają zdemaskować oszustów - tyle, że często dzieje się to na tyle późno, że zdążą już oni zakosztować niezasłużonej sławy i profitów. Oto przykład: zwolennicy homeopatii do dziś powołują się na wspierające ją badania prof. Jacquesa Benveniste, opublikowane w 1988 r. na łamach "Nature", choć publikacja opatrzona była krytycznym komentarzem redakcji, a potem udowodniono, że wyniki eksperymentów były sfałszowane. Co do samej homeopatii, wszystkie poważne badania wskazują na to, że głównym mechanizmem jej działania jest efekt placebo (vide "Rozcieńczanie złudzeń").